Czy wsiądziemy do aut bez kierowców?

Prawdopodobnie około 2020 będzie można zobaczyć więcej autonomicznych pojazdów na drogach – przewidują eksperci firmy Gartner, zastrzegając jednocześnie, że pełny wpływ pojazdów autonomicznych na społeczeństwo i gospodarkę zacznie być widoczny dopiero około 2025.

Cztery główne czynniki decydujące o tempie rozwoju rynku autonomicznych pojazdów to: zdobycie akceptacji społecznej, ustanowienie przepisów i uregulowań prawnych (w tym kwestia ubezpieczeń), koszty i gotowość do wdrożeń innowacyjnych technologii.

Zanim jednak wsiądziemy do aut bez kierowców, już teraz producenci samochodów muszą zadbać o nasze bezpieczeństwo w kontekście potencjalnych zagrożeń wiążących się z tzw. car hackingiem.

Samoprowadzące auta – korzyści i obawy społeczne

W pełni autonomiczne pojazdy oferują wiele korzyści, w tym: oszczędność paliwa, ograniczenie liczby poważniejszych wypadków, możliwość zastąpienia kierowcy, gdy jest zmęczony oraz wykorzystania czasu podróży do rozrywki i pracy. Pomimo tych zalet, niedawne badanie Gartnera przeprowadzone w USA i Niemczech na 1519 osobach wykazało, że 55 proc. respondentów nie zamierza jeździć w pełni autonomicznymi pojazdami, a 71 proc. dopuszcza możliwość jazdy częściowo autonomicznym autem. Obawy związane z awariami technologii i bezpieczeństwem są głównymi powodami, dla których wielu konsumentów ostrożnie podchodzi do w pełni autonomicznych pojazdów.

Aspekt moralny stanowi główny problem społeczny. Brakuje obecnie odpowiedzi na pytania o odpowiedzialność w przypadku, gdy autonomiczny pojazd jest używany w ramach działalności przestępczej lub uczestniczy w wypadku i komputer w aucie musi rozstrzygnąć dylemat moralny: podjąć decyzję wybierając spośród dwóch nieuniknionych, śmiertelnych opcji (w etyce eksperyment myślowy określany jako „dylemat wagonika”).

Samochód automomiczny: wątpliwości regulatora

Przepisy i ubezpieczenia

Funkcjonalne wymogi bezpieczeństwa, przepisy drogowe oraz odpowiedzialność prawna to główne kwestie regulacyjne, które wymagają jeszcze wypracowania szczegółowych przepisów. Dyskusje na temat wymogów bezpieczeństwa funkcjonalnego dopiero się zaczynają. Brak uniwersalnych regulacji prawnych, obowiązujących globalnie przepisów drogowych i zasad poruszania się autonomicznych pojazdów stanowi poważną przeszkodę do wpuszczenia ich na publiczne drogi.

Chociaż kilka stanów USA już wprowadziło zasady testowania autonomicznych pojazdów, to nadal toczy się debata na temat tego, czy te pojazdy są legalne. Niejasności prawne oraz kwestia ubezpieczania pojazdów autonomicznych znacząco utrudniają ich wprowadzanie na szerszą skalę.

Kosztowne technologie

Wysokie koszty innowacyjnych technologii stanowią kolejną barierę. Czujniki, w które są wyposażane autonomiczne pojazdy obecnie są drogie, podobnie jak wewnętrzne platformy obliczeniowe i wymagana infrastruktura. Cena pierwszych pojazdów autonomicznych prawdopodobnie przekroczy 100 tys. dolarów z powodu drogich nowych technologii i początkowo niewielkiej liczby pojazdów. Ponadto, należy jeszcze uwzględnić nie do końca wyliczone koszty eksploatacji i ubezpieczeń, które nie zostały jeszcze określone.

Technologie zastosowane w autonomicznych pojazdach będą ewoluować w kilku obszarach, zaznaczają analitycy Gartnera. Czujniki bardzo precyzyjnie określające pozycję pojazdu dostarczą szczegółowe dane dotyczące lokalizacji geograficznej i sytuacyjnej w czasie rzeczywistym. Mapy o wysokiej rozdzielczości pomogą pokładowemu komputerowi dokładnie określić położenie pojazdu na drodze. Łączność i wymiana danych z producentem pojazdu pozwoli w oparciu o zbierane doświadczenia i informacje doskonalić produkcję kolejnych modeli. Do przewidywania sytuacji na drodze i podejmowania decyzji będą wymagane specjalne algorytmy.

– Potrzebne będzie też wsparcie technologii deep learning i sztucznej inteligencji do wykrywania, przewidywania i reagowania na zachowania innych użytkowników dróg, takich jak pojazdy, piesi, rowerzyści, zwierzęta i inne dynamiczne wydarzenia na drodze – mówi Mike Ramsey, dyrektor ds. badań, Gartner.

Uwaga na car hacking!

Obecnie nie tylko komputery, smartfony, czy inteligentne telewizory mogą stać się celem ataku hakerów. Jak przewidują eksperci, wkrótce takim celem mogą stać się także samochody, które coraz częściej są wyposażane w bluetooth czy łącza internetowe. Brytyjski portal Statista.com przewiduje, że do 2020 r. liczba aut z dostępem do sieci tylko w Wielkiej Brytanii wzrośnie z 1,8 mln do prawie 8,6 mln. Jak twierdzą eksperci z firmy ESET, ten fakt z pewnością nie umknie uwadze hakerów i twórców złośliwych aplikacji. Naukowcy z Uniwersytetu w Warwick twierdzą, że hakerzy już teraz są w stanie przejąć kontrolę nad oprogramowaniem i systemami kontrolnymi samochodów osobowych, przeprowadzając tzw. car hacking.

Car hacking to możliwość przejęcia kontroli nad samochodem przez osoby postronne. Może do tego dojść w sytuacji, w której przestępcy, jeżdżąc w niedalekiej odległości od auta, podłączają się do sieci pojazdu za pomocą bluetooth. Hakerzy w ten sposób mogą zyskać możliwość sterowania silnikiem, przekładnią, układem hamulcowym, systemami bezpieczeństwa (m.in. poduszkami powietrznymi, napinaczami pasów), nawigacją, klimatyzacją, czy systemami komunikacji i rozrywki.

Włamanie poprzez bluetooth to oczywiście tylko jedna z trzech możliwości przeprowadzenia ataku na samochód. Uczeni z Uniwersytetu w Lancaster uważają, że przestępcy mogą dostać się do sieci auta również za pomocą sieci bezprzewodowych 3G, 4G, Wi-Fi, systemu informacyjno-rozrywkowego w samochodzie, czy podczas diagnostyki lub serwisowania pojazdu.

Możliwości przeprowadzenia tego typu ataku zostały potwierdzone przez Charliego Millera i Chrisa Valaska, badaczy bezpieczeństwa pojazdów w firmie IOActive, którzy dwa lata temu zdalnie włamali się do Jeepa Cherokee kierowanego przez Andy’ego Greenberga, autora tekstów portalu technologicznego Wired (zob. wideo powyżej).

Atak nastąpił podczas podróży ulicami St. Louis w USA, kiedy to przy prędkości 110 km/h, „hakerzy” włączyli zdalnie zimny nawiew, przełączyli radio na lokalną stację hip-hopową, uruchomili wycieraczki przedniej szyby i wreszcie wyłączyli w samochodzie hamulce, co skończyło się niegroźnym wypadnięciem z drogi. Ten przykład pokazał, że car hacking to już nie tylko science-fiction.

– Na szczęście, do tej pory nie odnotowano przypadków realnego i wrogiego przejęcia kontroli nad pojazdem, ale producenci samochodów już teraz muszą wychodzić naprzeciw zagrożeniom związanym z coraz szerszą obecnością technologii i Internetu we współczesnych pojazdach – komentuje Kamil Sadkowski, analityk zagrożeń w firmie ESET.

Firmy takie jak Tesla i BMW już teraz opracowały programy, które służą do natychmiastowej aktualizacji systemu auta w sytuacji znalezienia przez hakerów nowej luki. Ponadto, duże koncerny samochodowe cały czas pracują nad ustanawianiem nowych norm bezpieczeństwa, a także tworzą komisje rewizyjne, które docelowo mają zajmować się zagadnieniami z zakresu niezawodności działania systemów komputerowych pojazdów oraz ochrony prywatności użytkowników przed działaniem osób postronnych.

Rozrywka w autach bez kierowców

źr. Intel

Gdy kierowcy staną się pasażerami, będą mogli poświęcić znacznie więcej czasu na korzystanie z urządzeń połączonych z siecią — w tym do odbioru treści wideo. Ten rozrywkowy aspekt uwzględniły firmy Intel i Warner Bros. podejmując współpracę, której celem jest zapewnienie jak najlepszych wrażeń pasażerów pojazdów autonomicznych.

W ramach projektu AV Entertainment Experience planują opracowanie samochodu koncepcyjnego, który ma pokazać potencjalne możliwości rozrywkowe samochodów przyszłości. Pojazd ten będzie jednym ze 100 samochodów testowych firmy Intel, a jego zadaniem będzie prezentowanie funkcji rozrywkowych możliwych do wdrożenia w autonomicznych pojazdach.

Ludzie i maszyny – rok 2030

Część wpisu dot. car hackingu – źr. informacja prasowa firmy Dagma.

 

Poprzedni artykułSprzedaż zagrożona atakami
Następny artykułDigital twins: produkt to suma informacji
Od 1994 r. pracuje w wydawnictwach branżowych poświęconych technologiom informatycznym i telekomunikacyjnym (IDG Poland: 1994-2012). Od 2015 roku prowadzi bloga B2B branży teleinformatycznej it-filolog.pl - Konwergencja IT, biznesu i ...humanistyki. Jego nazwa, założenia i zawartość wynikają wprost z “backgroundu” wydawniczo-filologicznego (wydawnictwo Ossolineum: 1988-1994) oraz ponad 20-letniego funkcjonowania przez autora w rolach: redaktora, autora tekstów i tłumacza w pismach i serwisach internetowych poświęconych technologiom teleinformatycznym. W latach 2003-2008 redaktor naczelny miesięcznika „Networld”. Obecnie współpracuje jako autor i redaktor z kilkoma pismami i serwisami ICT.